Śmigłowce

Polski sport śmigłowcowy ma swoje początki w Świdniku, gdzie utworzono pierwszą w kraju sekcję śmigłowcową. Inicjatywa ta przyczyniła się do zorganizowania w 1967 roku w Świdniku – I Krajowych Zawodów Śmigłowcowych.

Ponownie przeprowadzono je w roku 1969, a w 1971 roku uzyskały one nazwę I Śmigłowcowych Mistrzostw Polski.

W 1981 roku FAI przyznała organizację IV Śmigłowcowych Mistrzostw Świata Polsce. Mistrzostwa odbyły się w Piotrkowie Trybunalskim. Od 16 do 22 sierpnia 1981 roku na płycie piotrkowskiego lotniska rywalizowało 39 załóg w składzie pilot – operator, łącznie 78 zawodników z USA, RFN, Francji, Wielkiej Brytanii, ZSRR i Polski.

Mistrzami świata, indywidualnymi i drużynowymi, zostali Amerykanie.

We wtorek, 18 sierpnia 1981 roku, na piotrkowskim lotnisku bezkonkurencyjni okazali się Polacy. Podczas konkurencji “przelot nawigacyjny”, pierwsze miejsce zajęli reprezentanci RFN – Konrad Hanses i Lothar Oehler, niemniej jednak miejsca od 2 do 7 i 9 zajęły polskie załogi. Przy czym, co stanowiło ogromną niespodziankę, miejsce drugie przypadło Polkom – Teresie Ćwik-Maszczyńskiej i Annie Iwańskiej. Tym samym panie okazały się najlepsze wśród rodzimych zespołów. Wśród Polaków najlepiej zaprezentowali się piloci: Artur Szarawara, Zbigniew Domina, Zdzisław Treder i Zbigniew Olszewski.

Po wieloletniej przerwie we współzawodnictwie w dyscyplinie śmigłowce, Aeroklub Polski w dn. 18 marca 2012 roku ponownie powołał Kadrę Narodową w dyscyplinie sport śmigłowcowy i w dniach 22-26 sierpnia 2012 roku wystawił swoją reprezentację na 14. Śmigłowcowych Mistrzostwach Świata FAI w Drakino w Rosji.

W mistrzostwach wzięły udział dwie polskie załogi w składzie: Maciej Węgrzecki – Kamil Pawłow i Marcin Szamborski – Jędrzej Wiler.

Liczymy że nie był to ostatni występ polskich załóg na zawodach śmigłowcowych – debiutujących, po dwudziestoletniej przerwie, na imprezie takiej rangi.

Konkurencje

Fender rigging

Fender to nic innego jak odbojnik do łodzi dociążony do regulaminowej wagi 8 kg podwieszony do 8 metrowej liny zakończonej trapezowym uchwytem.

Odbojnik należy umieścić w odpowiedniej sekwencji do trzech beczek rozstawionych w ograniczonym terenie wydłużając kolejno linę od 4 do 8 metrów.

Kolejność zaliczana beczek jest podana wcześniej na odprawie więc załogi mogą ją oblatać „na sucho”.

Konkurencja rozpoczyna się na lini przygotowawczej? – operator siedzi w normalnej pozycji z zapiętymi pasami – obie nogi muszą znajdować się w środku śmigłowca, a ręce powinny być widoczne dla sędziów.

Po sygnale startera śmigłowiec startuje pionowo i gdy lina zostanie rozpuszczona na długość 4 m i odbojnik znajdzie się w powietrzu – śmigłowiec rusza w kierunku bramki wlotowej szerokości 3 m którą należy zaliczyć przelatując odbojnikiem pomiędzy palikami.

Po wsadzeniu odbojnika do pierwszej beczki rozpuszcza się linę do znacznika na szóstym metrze i wyciąga go z beczki po czym można rozpocząć lot w kierunku kolejnej beczki.

Pilot widzi beczkę w odległości 2-5 m przed nosem śmigłowca, po czym jest kierowany tylko instrukcjami operatora. Poważnym utrudnieniem jest silny wiatr – pole na którym znajdują się beczki nie jest w osi wiatru więc precyzyjny nalot nad beczkę wymaga wprawy.

Konkurencja kończy się umieszczeniem fendera w ostatniej beczce i puszczeniem liny przez operatora.

Czas przewidzniany na konkurencję to 50 sekund, po którym rozpoczyna się naliczanie punktów karnych. Dodatkowo punkty karne można zgarnąć za dotknięcie fenderem zewnętrznej części beczki, dotknięcie ziemi, zła kolejność zaliczania beczek, nieprawidłowa długość liny lub trzymanie jej przez operatora w nieodpowiednim miejscu oraz niezaliczenie bramki wlotowej.

Latanie precyzyjne

Podstawą pozytywnego ukończenia tej konkurencji jest zdolność utrzymywania śmigłowca na stałej wysokości i odpowiednie nim manewrowanie w każdym z kierunków. Nieodzowna jest umiejętność lotu tyłem i bokiem z utrzymaniem stałej wysokości. Radiowysokościomierz jest absolutnie zabroniony i jeżeli jest zabudowany w śmigłowcu należy go zakleić i zaplombować.

Do lewej płozy śmigłowca (na przykładzie Robinsona R-44) przymocowany jest trzymetrowy łańcuch, a spod kabiny śmigłowca zwisa drugi łańcuch – o metr krótszy. Cała sztuka polega na tym, aby dłuższy łańcuch nie stracił kontaktu z ziemią, a krótszy jej nie dotknął.

Zadanie polega na oblocie toru o długości 200 metrów i szerokości jednego metra w kształcie równoległoboku z obrotami o 360o w dwóch wskazanych przez organizatora narożnikach. Podany jest również kierunek tych obrotów. Cała trudność polega na tym, że oblot wykonuje się na kierunku wlotu  na tor – czyli pierwszy bok robimy przodem do kierunku lotu, ale już drugi i czwarty bok lecimy trawersem, a trzeci – tyłem. Pilot posiłkuje się wskazówkami udzielanymi przez co-pilota, który obserwuje tor, łańcuchy (w przypadku lotu w lewo ich nie widzi – drzwi muszą być zamknięte) oraz odlicza czas obrotu – ponieważ nie może on być krótszy niż 15 sekund, po którym to naliczane są punkty karne.

Po wykonaniu obrotu (lub też nie, jeżeli nie był w tym miejscu obowiązkowy) w czwartym narożniku, należy odlecieć 70 metrowym korytarzem ułożonym pod kątem 45o do przygotowanego miejsca do lądowania na celność. Lecąc korytarzem również musimy bezwzględnie utrzymywać kierunek z którym lecieliśmy wcześniej – w tym przypadku lecimy rakiem i bardzo łatwo można utracić kierunek,  za co oczywiście pojawią się punkty karne. Lądowanie na celność to już w zasadzie formalność, jednak bardzo łatwo utracić przy tym kierunek i nawet mając znacznik po stronie pilota na linii centralnej – znacznik z drugiej strony może być przesunięty nawet o kilkanaście centymetrów… Znając czas, który minął od rozpoczęcia lotu – wiemy, czy możemy jeszcze  poświęcić chwilę czasu na precyzyjne przyłożenie znacznikami na płozach w linię „zerową”, czy też powinniśmy zdecydowanie przyziemiać licząc na łut szczęścia. Do czasu lądowania nie powinno minąć więcej niż 130 sekund, naliczanych od momentu poderwania śmigłowca z linii startu.

Punkty karne są przyznawane m.in. za nieutrzymanie się w marginesie wysokości, wyjście z metrowego korytarza, przekroczenie dozwolonego czasu obrotu czy też za lądowanie z „poślizgiem”.

Nawigacja

Jest to jedyna niewidowiskowa konkurencja zawodów śmigłowcowych ale ze względu na swoją złożoność i deficyt czasu – bardzo wymagająca dla załogi.

Dziesięć minut przed odlotem na trasę załoga melduje się na linii P (Preparation) gdzie sędzia sprawdza śmigłowiec w poszukiwaniu niedozwolonych urzadzeń tj. GPS, telefony komórkowe, krótkofalówk etc. Sprawdza ponadto czy śmigłowiec, który jest wyposażony w autopilota i radiowysokościomierz posiada stosowne plomby oraz uruchamia logger.

Śmigłowiec przemieszcza się podlotem na linię odlotu D (Departure), gdzie załoga oczekuje na kopertę z zadaniem która będzie przekazana dokładnie pięć minut przed nakazanym czasem startu. Koperta zawiera mapę z naniesionymi obowiązkowymi punktami MFO 1 i MFO 2 (Mandatory), zaznaczony punkt zwrotny TP 2, strefę poszukiwań i jej bramki wlotowe oraz pozycje znaków, które mamy w tej strefie odnaleźć. Ponadto mamy podany czas wlotu do strefy poszukiwań od startu, kurs do pierwszego punktu MFO, współrzędne geograficzne TP 1 i TP 3 oraz schemat strefy poszukiwań, który jest równocześnie arkuszem sprawozdania z lotu.

Czas oblotu trasy pomiędzy liniami „D” i „A” jest podany na zewnętrznej stronie koperty, którą należy obowiązkowo podpisać przez załoganta.

Mamy dokładnie pięć minut na zaznaczenie wg współrzędnych geograficznych brakujących punktów zwrotnych, wykreślenie trasy, policzenie czasu na odcinkach i ustawienie odliczania czasu oblotu trasy na stoperze.

Sam lot po trasie nie nastręcza większych problemów – odbywa się na wysokości 200-300 m z tak dobraną prędkością, żeby nie trzeba było specjalnie wytracać czasu przed wejściem do strefy poszukiwań, do którego musimy obniżyć lot do wysokości 50 m.

Trzymetrowe znaki w postaci symboli opublikowanych w regulaminie wykładane są w sposób utrudniający ich odnalezienie z kierunku nalotu, więc załoga musi wypracować system „przeczesywania” całej strefy tak, aby wszystkie symbole znalazły się na swoich miejscach w arkuszu. Po wyjściu ze strefy zaliczamy kolejno punkty zwrotne i kierujemy się bez zmieniania toru lotu i bez zwalniania poniżej 30km/h na MFO 2, z którego obniżając wysokość lotu finiszujemy na linii A. Bez zwalniania i z wysokości nie mniejszej niż 10 m przez uchylone drzwi umieszczamy kolejno dwa kilogramowe worki na pięciometrowych tarczach umieszczonych na trasie lotu po czym wykonując 3 zakręty o 90° przecinamy ponownie linię po której finiszowaliśmy (mamy na to dokładnie jedną minutę) i pozostaje nam jedynie umieszczenie kręgla na 7 m linie w otworze na dachu „budy dla psa” o wymiarach 0,4×0,4 m. Konkurencja kończy się w strefie lądowania, gdzie oddajemy podpisany arkusz i mapę, skąd odstawiamy śmigłowiec na parking i lądujemy w „areszcie” na dalszą część dnia. Jest to jeden z nielicznych dni w roku, kiedy to człowiek musi pogodzić się z brakiem telefonu komórkowego i dostępu do internetu.

Slalom

Slalom jest jedną z najbardziej widowiskowych konkurencji w której główny ciężar spoczywa na operatorze – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Manewrowanie pomiędzy dwunastoma bramkami trwa 3 minuty i 20 sekund i przez cały ten czas 8 kilogramowe wiadro podwieszone do pięciometrowej liny huśta się pod naprężoną do białości lewą ręką operatora, który usilnie walczy aby znalazło się ono pomiędzy bramkami.

Zadanie rozpoczyna się na linii startu – puste wiaderko o masie ok 3 kg spoczywa na ziemi, a operator trzyma wyciągniętą rękę na znaczniku na trzecim metrze liny. Startujemy śmigłowcem w kierunku beczki napełnionej wodą i zadaniem operatora jest jak najszybsze napełnienie wiadra. Jeżeli ta sztuczka się już powiedzie – operator rozpuszcza linę do długości 5 metrów, a pilot zwiększa wysokość wyciągając napełnione wiadro z beczki i rusza w kierunku pierwszej bramki.

Szerokość bramki wynosi jeden metr, a ich usytuowanie na polu jest określone w regulaminie, zmienia się tylko sekwencja z jaką przechodzimy poszczególne bramki – ich kolejność poznajemy dzień wcześniej na odprawie i mamy czas aby tor oblatać „na sucho”. Nieodzowna jest kartka w śmigłowcu z wyrysowaną kolejnością slalomu na wzór kartek z wiązankami w samolotach akrobacyjnych.

Po przejściu dwunastej bramki operator musi rozpuścić linę do długości 11 metrów i śmigłowiec nadlatuje nad metrowy stół, na środku którego powinno znaleźć się wiaderko. Z tej wysokości metrowa tarcza jest bardzo malutka…

Aby zebrać maksymalną ilość punktów należy zmieścić się w 200 sekundach, nabrać pełne wiadro wody i nie tracąc ani kropli – postawić je w centralnym miejscu stołu zaliczając po drodze wszystkie bramki w odpowiedniej sekwencji.

Aby podnieść widowiskowość zawodów – można także zorganizować atrakcyjny dla publiczności slalom równoległy w którym biorą jednocześnie udział dwie załogi. Taka konkurencja nie jest jednak oficjalnie opisana przez FAI, więc nie jest zaliczana do ogólnej klasyfikacji. Akcja dzieje się na dwóch połączonych polach z ograniczoną do sześciu liczbą bramek. Zamiast wiadra używa się odbijacza do łodzi – takiego samego jak w Fender Rigging, którego finalnie należy umieścić w beczce. Wygrywa załoga, która zaliczy największą ilość bramek i pierwsza umieści odbijacz w beczce.

Żeby wykonać opisywane tu zadania nie trzeba się legitymować kilkutysięcznym nalotem – wszystko o czym mówimy jest w zasięgu pilotów latających turystycznie – aktualny Mistrz Świata – Maxim Sotnikov jest posiadaczem PPL(H) od zaledwie 6 lat.

Wszystko oczywiście wymaga ćwiczeń i odpowiedniej ilości powtórzeń w różnych warunkach atmosferycznych. Gorąco namawiamy do spróbowania własnych sił, ponieważ jest to doskonały sposób na latanie i doskonalenie własnych umiejętności. Wiosną przygotujemy pole do slalomu o regulaminowym wymiarze 200 x 120 metrów na które zapraszamy wszystkich tych, którym kręci się wirnik nad głową.

Zapraszamy wkrótce…

Kadra Narodowa  Zobacz

Przewodniczący Jędrzej WILER e-mail: jedrzej.wiler@gmail.com
Członek Wojciech DOBRZYŃSKI
Członek Włodzimierz SIDORCZUK
Członek Karol POLACZEK

Aktualności

Newsletter

Zapisz się do newslettera AP